Co ósma Polka w wieku 25–44 lat zobaczyła mój post. Potem pod nim rozpoczęła się bitwa o to, kto ma prawo nazywać się kobietą.
9 lipca 2026 roku o godzinie 8:08 napisałam na Facebooku:
Czeka mnie ciężka operacja. Tu, pod spódnicą.
54 tys. zł kosztuje wycięcie resztki męskich organów
i zrobienie na ich miejsce tego,
co od zawsze być tam powinno,
lecz natura popełniła błąd.
[tu oryginalny wpis na Facebooku, tu jego kopia tutaj, na moim blogu].
Dalej wyjaśniłam, że niechciane organy zostaną usunięte, że zachowane zostaną połączenia nerwowe i że powstanie kobieca anatomia zewnętrzna. Tyle, bym mogła bez lęku iść nago do damskiej sauny.
Na końcu poprosiłam o kupowanie mojej książki Kobiecość jest radosna. To ze sprzedaży własnej pracy próbuję sfinansować operację, której nikt mi nie refunduje.
W ciągu dwóch dni Facebook wyświetlił ten wpis ponad 2,2 miliona razy. Dotarł on do około 1,3 miliona odbiorców. Niemal wszyscy byli ludźmi, którzy wcześniej mnie nie obserwowali: 99,3% ekspozycji pochodziło od osób niebędących moimi obserwatorami, a 94,5% ruchu wygenerował system rekomendacji Facebooka.
Algorytm wziął moją prywatną opowieść o ciele i położył ją na ekranach telefonów w całej Polsce. Czytaj dalej
